piątek, 23 czerwca 2017

BEZ NORM, BEZ GRANIC

Miesiąc temu Muzeum la Fabuloserie (Francja) otworzyło nową wystawę. W najnowszej historii tego miejsca to prawdziwa rewolucja. Zmiana stałej ekspozycji, nazw, pokazanie tego co ukryte i... wymieszanie dwóch kolekcji: Alaina Bourbonnaisgo i Andrzeja Kwasiborskiego. 


fot. 1

20 maja 2017, 140 km od Paryża, w Dicy, w Europejską Noc Muzeum, Sophie Bourbonnais, z Andrzejem Kwasiborskim u boku, otworzyła kolejny muzealny sezon wystawą „Niesforni Kolekcjonerzy. Sztuka bez norm i granic/ Collectionneurs turbulents. Art hors-les-normes sans frontières”. Po dwóch latach przygotowań, spotkań, wzajemnych wizyt, rozmów, korespondencji i pokonywaniu kolejnych przeciwności udało się otworzyć wystawę, na której zaprezentowane zostały dwie kolekcje obok siebie. Zbierane od początku lat 70. XX wieku prace przez Alaina i gromadzone od początku lat 2000 – prace Andrzeja Kwasiborskiego.

Niesforni są podobni

Nigdy się nie spotkali. Dzieliła ich nie tylko odległość (ponad 1500 kilometrów), język, ale i czas ich kolekcjonerskiej aktywności (Alain zmarł w 1988 roku). Połączyła pasja.
- Kolekcjonerzy z prawdziwego zdarzenia to istoty z natury rzeczy niepokorne i buntownicze. Pasja kolekcjonowania wyzwala u każdego z nich szaloną energię,z jaką gromadzą dzieła, cieszą się nimi i dzielą się tą radością z innymi. Jedni pozostają wierni prądom jednej epoki i zbierają przedmioty o uznanej wartości, inni wolą porzucać utarte ścieżki i przesuwać granice świata sztuki.
Alain Bourbonnais i Andrzej Kwasiborski należą do tej drugiej kategorii. Pierwszy z nich urodził się w 1925 roku we Francji, drugi w 1969 roku w Polsce. Mimo różnicy pokoleń i odległości dzielących tych dwóch amatorów sztuki, wiele ich łączy. - napisała we wstępie do katalogu wystawy - tłumaczy Déborah Couette – kuratorka wystawy (tłumaczenie: Ewa Młodecka). 


fot. 2 | Sophie Bourbonnais, Andrzej Kwasiborski, Déborah Couette i ja

Kiedy latem 2015 roku razem z Sophie Bourbonnais i Markiem Młodeckim odwiedziła Polskę, Andrzej Kwasiborski był białą kartą. Zabrał ich w podróż. Odwiedzając kolejnych twórców, z którymi się przyjaźnił odkrywali podobieństwa. Urzekł ich nie tylko pasją, ale również szacunkiem dla twórców. Jeśli ich nie odwiedza to pisze lub dzwoni.  Podobnie jak dla Alaina Bourbonnaisgo ważny jest dla niego człowiek, potem dzieło.

Każdemu, który go poruszy, wydaje samizdatowy katalog. Do tej pory powstało ich ok. 40. Format A5. Liczba stron? Zwykle 8. W środku biogram, zdjęcie i reprodukcje prac. Na okładce obowiązkowo pieczęć i własnoręczny podpis twórcy. 


fot. 3 | okładki broszur z kolekcji AK
fot. 3 | okładki broszur z kolekcji  La Fabuloserie
Rozsyła je po Polsce. Coraz częściej też po Europie; Czechy, Francja. Okazuje się, że podobne broszury, w latach 70. i 80 XX, wydawał również Alain Bourbonnais. Jest jeszcze jeden łącznik: podobny sposób katalogowania i archiwizowania prac. Różnica opiera się na skali. - Mimo pewnych podobieństw, kolekcje Bourbonnaisgo i Kwasiborskiego różnią się, chociażby z powodu fizycznego wymiaru obiektów. Kolekcja sztuki hors-les-normes zgromadzona przez Alaina Bourbonnaisgo jest bogata w prace o pokaźnych rozmiarach. Znajdują się w niej ogromne rzeźby i rozbudowane instalacje, podczas kiedy kolekcja Andrzeja Kwasiborskiego prawie wcale nie zawiera takich dzieł – tłumaczy Déborah Couette. 


fot. 4 | galeria portretów...?

fot. 5 | każdy mógł oddać głos na nazwę dla nowej przestrzeni: Galeria Portretów, Tracąc twarz, 
Co masz do mojej gęby?, Twarzą w twarz lub Przyjaźń francusko-polska

Art hors-les-normes to kilka jak nie kilkadziesiąt tysięcy obiektów, również ogromne rzeźby stojące w ogrodzie i Karuzela Piotrusia oraz miejsce z budynkami, parkiem, stawem, atelier.  Płocka kolekcja A. K. to prace głównie na papierze trzymane w mieszkaniu w bloku, w każdym zakątku tego mieszkania, nawet pod łóżkiem. Reszta się zgadza.


fot. 6

Bez norm, bez granic

Tak powstał pomysł na wystawę. Po pierwszej selekcji w Polsce, do Francji pojechało około setki prac. Potem przyszły kolejne. Dziś wiszą obok tych z kolekcji AB i zaskakują. Czym?


fot. 7 | wczesne erotyki Ryszarda Koska - pierwszy pokaz publiczny

fot.8 | jeden z fascynujących kolaży Alaina Bourbonnais'ego

Tym, że tak łatwo się tam zadomowiły, że postacie z rysunków Adama Dembińskiego przytulają się do postaci z puszek Simone Le Carré Galimard, że zwierzę Zagajewskiego tworzy niemal rodzinę ze zwierzętami Genty’ego, a u Podesty – jak u siebie - zamieszkały anioły Joanny Razik i chrystusiki Damiana Rebelskiego.

I kiedy błądzisz wśród architektury, wśród budynków Philippe’a Mahaut, Christiana Laira, Erwina Sówki, Henia Żarskiego czy Tadeusza Głowali to widzisz, że tworzą jedno wielokulturowe miasto. I zachwycasz się tą kreską i tą barwą i nie myślisz co tu jest narodowe, co jest polskie, a co francuskie, bo to kompletnie nie ma znaczenia.  Erotyki z zeszytów Ryśka Koska, po raz pierwszy pokazane publicznie, bardzo mocne i piękne, w niczym nie ustępują powalającym erotycznym fantasmagoriom Alaina Bourbonnais. Tak, bo Bourbonnais to nie tylko architekt, kolekcjoner ale również fascynujący twórca. 


fot. 9 | Z Jano Pesetem

fot. 10 | W sali wystaw czasowych można zobaczyć podobieństwa. Tu katalogi AK i Fabuloserie, czyli jak kolekcjonerzy promowali twórców

Klucz do tego wszystkiego jest prosty. Choć życie każdego z artystów jest ważne i odpowiednio wyeksponowane na wystawie krótkim biogramem to liczy się temat, motyw i opowieść. W pomieszczeniu zwanym „Grenier blanc” mamy zatem dzieciństwo, niewinność, muzykę i zwierzyniec. W „Grenier noir” przestrzeń pomiędzy ziemią, powietrzem a morzem, a także, tuż za przepierzeniem, „Czerwoną dzielnicę” ze wspomnianymi erotykami.


fot. 11 | Marie Rose Lortet i Adam Nidzgorski
Uważny widz dostrzeże małe czerwone kwadraciki z logo kolekcji A.K. To jedyny element, który wskazuje, że praca należy do zbiorów Andrzeja Kwasiborskiego. 

Jeśli chodzi o wspomniane na początku zmiany to największe mamy w dawnej „Salle d’automaboules”, gdzie znajdowały się wehikuły Monchartre’a, lalki Eckenbergera, a która dziś już się tak nie nazywa. Dziś jest tu coś w rodzaju galerii portretów – miejsce, w którym obie kolekcje najmocniej zostały wymieszane. To miejsce „o wielu twarzach”, poszukujące swej nazwy. Na drzwiach do sali wisi tablica, na której wypisane zostały proponowane nazwy. Zwiedzający stawiają krzyżyk przy tej, która im się najbardziej podoba.

To wszystko może szokować. Tworzone konsekwentnie przez kilkanaście lat przez Alaina, a potem – po jego śmierci – chronione przez jego żonę - Caroline, muzeum od 1988 roku, od śmierci Alaina, nie poddawane było większym zmianom. 

Niesforność miejsca

Kiedy przyjechałem do Fabuloserie w 2014 roku wszystko tkwiło jeszcze w końcówce lat 80 XX wieku. Opisy prac, biogramy – wybite maszynowym pismem na pożółkłych kartach. Jak zaczęły następować te wszystkie zmiany uważałem je za błąd. Uważałem, że Marek i Sophie powinni zostawić wszystko takim jak zostawił je Alain. Dziś rozumiem, że tym sposobem Fabuloserie pozostałoby jedynie mauzoleum, a nie muzeum. To właśnie dzięki tym zmianom żyje. Jest muzeum rozumianym jako proces. Miejscem dyskutującym z własnym dorobkiem, szukających nowych dróg, eksperymentującym. 


fot.12 |  Chateau dorée z otwartym świetlikiem

Jednym z takich eksperymentów, który zrodził się w głowie Marka Młodeckiego, architekta, było pomysł na wyczyszczenie wnętrz z eksponatów i pokazanie publiczności architektury stworzonej przez Bourbonnais. Powiedział, że tym samym zobaczylibyśmy sposób myślenia architekta-kolekcjonera, który „infekował” otoczenie swoją energią, aby wypełnić je swoją pasją. To by było coś!

Tu należy się wyjaśnienie. Muzeum nie jest miejscem homogenicznym. Nie jest jednym budynkiem a raczej architektonicznym amalgamatem. Powstało z kilku obiektów, które Alain sukcesywnie kupował i łączył. Stodoła, garaż, budynek z podwórkiem i parkanem, na którym nabudował kolejny budynek (Grenier noir). Następnie wszystko zamknął dachem ze świetlikiem tworząc miejsce, w centralnym punkcie swojego Fabryki Niezwykłości miejsce, w którym mogła zamieszkać rodzina Turbulents - rzeźb, obiektów, marionet w jednym. Tu dygresja. Udało mi się odkryć (myszkując w archiwach muzeum), że sala ta, dotychczas zwana „salle de Turbulents” ma swoją nazwę - „Chateau dorée” (złoty zamek), co zostało natychmiast podchwycone.

Wracając do tematu… Poszczególne elementy całej architektonicznej układanki Bourbonnais'ego są połączone systemem wewnętrznych korytarzy ze schodami, ukrytymi przejściami, zapadniami.
Nie znajdziesz tu prostych biały ścian. Jeśli jest biel to wgryza się w nią czerń lub czerwień. Jeśli jest bruk wyślizgany to za chwilę spotkasz szorstką deskę umorusaną brou de noix, a w Grenier Noir stare, barwione na czerwono dywany. Zmieniają się faktury podłóg i ich poziomy, raz na ścianach są tkaniny raz tapety z gazet lub surowe deski, po których też chodzisz.

Kiedy jesteś w środku czujesz się jak w labiryncie. Dopiero wejście na dach pozwala zrozumieć, genialny plan Bourbonnais'ego. „Patchworkowy” charakter budowli oddaje charakter kolekcjonera.

Polskie art brut na dwa lata 


Wernisaż zakończył się sukcesem. Na otwarciu było około stu osób, twórców takich Jano Peset czy Adam Nidzgorski czy Marie Rose Lortet. Był też Bruno Montpied – pisarz i twórca bloga o twórczości brut i outsiders, a także Claude (pisarka) et Clovis Prévost (fotograf i twórca filmów) – autorzy potężnego albumu „Les Bâtisseurs de l’Imaginaire” (Architekci wyobraźni) – o twórcach z kręgu Habitants Paysagistes. Podczas całej nocy wystawę zobaczyło 400 osób.


fot. 13 | Simon Le Carré Galimard i Adam Dembiński - przyjaźń francusko-polska

Wystawie towarzyszy ponad 90-stronicowy katalog, w którym obok biogramów, zdjęć twórców ich prac są ich oryginalne podpisy, tak jak na okładkach broszur Andrzeja Kwasiborskiego




Całość uzupełnia wstęp Sophie Bourbonnais opisującej okoliczności poznania i nawiązania współpracy z polskim kolekcjonerem, który też napisał krótki wstęp. Jest również wywiad i krótka analiza dotycząca pojmowania zjawiska art brut w Polsce, na przestrzeni ostatnich 70 lat. Katalog jest w wersji francuskojęzycznej, ale wkrótce będą gotowe polskie tłumaczenia. Część z nich znajdzie się na znalezienie.blogspot.com


fot. 15 | Bruno Montpied, Eliza Łabarzewska i Adam Nidzgorski

Jeśli macie czas w wakacje, zachęcam Was do wybrania się do Dicy. Jeśli nie zdążycie w wakacje lub w tym roku, to spokojnie zaplanujcie wypad na 2018 rok, ponieważ Sophie Bourbonnais zapowiedziała, że „Niesforni Kolekcjonerzy część 1” – będą cieszyć oko przez dwa sezony.



fot. Eliza Łabarzewska i (kilka) Radek Łabarzewski


sobota, 6 maja 2017

Płocka kolekcja art brut we Francji

20 maja 2017 w Dicy (Burgundia – około 140 km na południe od Paryża) Muzeum la Fabuloserie inauguruje cykl wystaw czasowych pod nazwą „Niesforni kolekcjonerzy, sztuka bez norm i bez granic”. Jako pierwszego zaproszono polskiego kolekcjonera Andrzeja Kwasiborskiego z Płocka.


(od lewej) Caroline Bourbonnais, Andrzej Kwasiborski i Marek Młodecki (tyłem),
 pierwsze spotkanie, styczeń 2014

Poza chęcią prezentacji zbiorów innych kolekcjonerów art brut, La Fabuloserie chce pokazać, że ten rodzaj sztuki nieakademickiej, niepoddającej się jakimkolwiek normom kulturowym istnieje niezależnie od granic, które są nienaturalne, a różnice w kolekcjach podlegają raczej upodobaniom lub możliwościom kolekcjonerów niż normom narodowym. 

Na potrzeby wystawy „Niesforni kolekcjonerzy. Sztuka-Poza-Normą bez granic”, po raz pierwszy od początku swego istnienia, Muzeum w Dicy zostało całkowicie przemeblowane i zaaranżowane na nowo, tak aby jak najlepiej zaprezentować szeroki wachlarz prac zgromadzonych przez Andrzeja Kwasiborskiego.  Ponad 120 prac 25 twórców z Polski - Koska, Dembińskiego, Głowali, Magiery, Rebelskiego, Ziętka i Rutkowskiego - zostało zestawionych z pracami z kolekcji Alaina Bourbonnais -  Ratiera, Pesseta, Amara, Verbeny, Domsica, Vignes’a, Le Carré, Monchatre’a, Nedjara, Burles’a i Aloïse - tak, aby mogły ze sobą „prowadzić dialog/rozmawiać”.

Przedstawiono je bez podziału na kolekcje, raczej powiązane tematycznie lub formalnie, uwzględniając architekturę muzeum, w którym w niektórych wypadkach przywrócono pierwotne zamysły jego twórcy. Należy podkreślić, że architektura tego muzeum pełni ważną rolę w odbiorze zbiorów, tak, jak jakość samych utworów.


La Fabuloserie istnieje od 1983 roku.  W jej skład wchodzi Dom-Muzeum (ekspozycja stała) oraz ogród z rzeźbami Camille’a Vidala, Jules’a Damloupa i François Portrat oraz słynną Karuzelą Petit Pierre’a, czyli ogromną instalacją napędzaną mechanicznie. Na ekspozycji stałej znajduje się ponad 1000 prac (obrazów, rzeźb, asemblaży i instalacji) blisko setki twórców. To zaledwie trzecia część wszystkich zbiorów.


Muzeum powstało w prywatnej posiadłości Alaina Bourbonnais – paryskiego architekta, który w wolnych chwilach malował, pisał, tworzył kostiumy, rzeźby i marionety, kręcił filmy. Bourbonnais był przyjacielem Jeana Dubuffeta, z którym współpracował w latach 1972 – 1979, otwierając jedyną wówczas galerię sztuki brut w Paryżu – Atelier Jacob. Było to już po tym, jak Dubuffet, nie mogąc znaleźć we Francji dobrego miejsca dla swojej kolekcji (ponad 5000 prac), podjął decyzję o przekazaniu jej do Lozanny. Zanim jednak szwajcarzy uruchomili Muzeum Art Brut, Dubuffet udostępniał prace ze swojej kolekcji na potrzeby wystaw w Atelier Jacob. Zachęcał jednak Alaina do własnych poszukiwań. Po latach kolekcja francuskiego architekta tak się rozrosła, że część zbiorów przewiózł do swojej wiejskiej posiadłości. Z czasem, znudzony Paryżem i pochłonięty własną twórczością, zamknął Atelier i osiadł w Dicy. Kilka lat później otworzył niezwykłe Muzeum-Dom la Fabuloserie. Żeby nie mylić obu kolekcji, wspólnie z Dubuffetem podjął decyzję, że jego zbiory nazywać się będą sztuką hors-les-normes (z fr. - poza normą, bez norm), choć zarówno w jednej jak i w drugiej znajdowały się prace tych samych artystów.

W 1988 roku Alain Bourbonnais zmarł. Przez kolejne ćwierć wieku zbiorami opiekowała się wdowa – Caroline Bourbonnais, poszerzając kolekcję o utwory habitants-paysagistes (z fr. - mieszkańcy swojego krajobrazu), które ochroniła przed zniszczeniem w „Zamieszkałym Ogrodzie”, a od 2015 roku – muzeum kierują ich córki Sophie i Agnes. W styczniu 2014 roku pojawił się w Dicy Andrzej Kwasiborski, spełniając swoje marzenie zobaczenia La Manège de Petit Pierre, czyli Karuzeli Piotrusia.  Od 1 listopada do świąt Wielkanocnych muzeum jest zamknięte, ale tym razem, jego właściciele zrobili wyjątek. Od początku kontakt był bardzo dobry, choć nie od razu zaczęto snuć wspólne plany. Te zrodziły się w głowach Sophie Bourbonnais – kierującej La Fabuloserie i, wspierającej muzeum, Déborah’y Couette – historyczki sztuki w czasie pobytu w Polsce, po tym jak zobaczyły kolekcję AK. Okazało się, że podobnie jak Alain Bourbonnais, Andrzej Kwasiborski nie tylko gromadzi prace, ale utrzymuje szczere, regularne i bardzo przyjacielskie kontakty z twórcami. Każdemu wydaje katalog z pracami i biogramem (powstało ich blisko 40), a następnie wysyła go do muzeów, instytucji kultury, krytyków sztuki i kolekcjonerów. Uderzające podobieństwo podejścia do twórców doprowadziło do pomysłu połączenia zbiorów na jeden sezon, aby przez te kilka miesięcy mogły żyć razem w murach Fabuloserie.



Na potrzeby wystawy wiele sal zostało zaaranżowanych na nowo.
Powstała m.in. sala portretów, gdzie prace z kolekcji Bourbonnais 

mieszają się z pracami z kolekcji Andrzeja Kwasiborskiego.

Wernisaż odbędzie się podczas europejskiej nocy muzeów 20 maja 2017. Wystawie towarzyszy 90-stronicowy katalog. Będzie można ją oglądać do 1 listopada 2017, choć już La Fabuloserie zastanawia się nad utrzymaniem wystawy przez kolejny sezon.

(rł)


środa, 29 marca 2017

La Fabuloserie w Czechach

I stało się. W Ołomuńcu kolejny odsłona Art Brut Film Festival. Bohaterem szóstego festiwalu, organizowanego przez Pavla Konecny’ego, jest La Fabuloserie. Festiwal rusza 30 marca.

Ja na Art Brut Film w 2016 roku | fot. rł
Czeski kolekcjoner, badacz i amator twórczości brut i outsider i twórca ołomunieckiego festiwalu w tym roku pokazuję uniwersum, bardzo mi bliskie, czyli La Fabuloserie z Dicy we Francji, o którym już na moim blogu pisałem i pewnie nie raz napiszę.

| czytaj też: Alain Bourbonnais - niesforny kolekcjoner


Pavel Konecny podczas 5 edycji festiwalu | fot. Iwona Iwańska
W Czechach jest Sophie Bourbonnais i Marek Młodecki, którzy prowadzą muzeum La Fabuloserie. Mimo ogromu pracy związanej ze zbliżającą się wystawą „L’art brut polonais a La Fabuloserie. La collection AK d’Andrzej Kwasiborski” (wernisaż: 20 maja 2017) zgodzili się przyjąć zaproszenie.

fot. rł

W dawnym opactwie, w którym odbywają się festiwalowe projekcje, będzie można zobaczyć 6 filmów o twórcach związanych z Alainem Bourbonnais i jego Atelier Jacob w Paryżu oraz muzeum Arts Hors-les-Normes w Dicy. Konecny pokaże m.in. jeden z filmów Alaina Bourbonnais, w którym grają stworzone przez niego gigantyczne marionety. Nie zabraknie oczywiście filmów o postaciach ikonicznych, jeśli chodzi o kolekcję sztuki Hors-les-Normes, czyli o Pierre’ze Avezarze – słynnym Piotrusiu i jego karuzeli, o moim ulubionym Francisie Marshallu – twórcy mrocznych instalacji z Mauricette  i o niewidomym rzeźbiarzu d’Émile’u Ratierze. Szkoda, że nas tam nie ma.

Sala Mauricette w la Fabuloserie, marzec 2017

La  Fabuloserie jest muzeum prywatnym założonym przez paryskiego architekta Alaina Bourbonnais w jego wiejskiej posiadłości oddalonej od Paryża 140 km. 


Atelier Alaina w Dicy, marzec 2017 | fot. rł

Alain Bourbonnais zaprzyjaźnił się z Jeanem Dubuffetem w 1972 roku. Po konsultacjach z nim stworzył i prowadził - w latach 1972 – 1982 - w paryskiej dzielnicy Saint-Germain-des-Pres, Atelier Jacob. Było to wtedy jedyne miejsce w Paryżu, gdzie można było oglądać sztukę Brut, a on - jedynym człowiekiem we Francji, który miał dostęp do kolekcji Jeana Dubuffeta – czekającej na Wielkie Otwarcie  swojego muzeum w Lozannie. Bourbonnais pokazywał prace z kolekcji Dubuffeta i sam rozpoczął poszukiwania. Z czasem zdecydował, że nie będzie zbierał prac osób chorych psychicznie, które dominowały w kolekcji art brut zdeponowanej w Lozannie. Wolał dawnych rzemieślników (murarzy, górników, pracowników, listonoszy, rolników), których „ręce nie chciały zaznać spokoju” i w wolnych chwilach ... majsterkowali. Z odpadów, przedmiotów porzuconych czy znalezionych konstruowali swoje marzenia. Tak w kolekcji znalazł się – ulubiony przez niego Jano Pesset, Emile Ratier cz Pascal Verbena, a także Nedjar, Burles, Petit Pierre i… oczywiście Pascal Verbena.

Pascal Verbena i Jano Pesset w La Fabuloserie w 2016 roku | fot. Eliza Łabarzewska

Kolekcja rosła a Atelier nie. Poza tym Burbonnais sam był bardziej artystą, przyjacielem artystów niż marszandem. Dlatego w 1983 roku otworzył la Fabuloserie – Muzeum Sztuki Hors-Les-Normes i jego prywatne Atelier, w którym stworzył swoje plemię – Les Turbulents i miejsce dla zgromadzonej kolekcji.


LINK:
Art Brut Film Festiwal | facebook
La Fabuloserie | strona 


LISTA FILMÓW:

1) La Fabuloserie – Musée d´Art Brut, 30ème Anniversaire - 2013, vidéo Marc Rohner, Artprems, 2012, 25 min.
2) Turbulent’s Band, Les Ateliers Jacob, 16 mm, 19 min. 
3) Turbulence, Art & Communication, Nevers, 1993, 17 min. 
4) Les Articles de bois d’Émile Ratier, film Alain Bourbonnais, Les Ateliers Jacob,1976, 20 min.
5) Francis Marshall – Sous le vent de l´art brut, film Eric Beauducel, 2002, 49 min.
6) Le Manège de Petit Pierre, film Philippe Lespinasse, 2012,15 min.

poniedziałek, 2 stycznia 2017

To my tworzymy szufladki - Aleksander Jackowski (1920-2017)

Każdy kto się interesuje w Polsce sztuką naiwną, outsiders lub brut musiał po jego książkę sięgnąć. 19 stycznia skończyłby 97 lat. Aleksander Jackowski – antropolog kultury, krytyk sztuki, redaktor „Kontekstów” i autor kultowego dzieła „Sztuka zwana naiwną” zmarł 1 stycznia 2017 roku w Warszawie.

Choć jego nazwisko bardziej kojarzy się ze sztuką ludową i naiwną to tak naprawdę on jedyny i pierwszy pisał w Polsce (już 35 lat temu!) ze zrozumieniem o art brut. Choć potem uciekał od tej nazwy. W ogóle nie lubił etykietek, o czym może świadczyć tytuł jego najważniejszego dzieła – „Sztuka zwana naiwną”. „Nazwy są kalekie, nie wiele wyjaśniają”[1] – tłumaczył wielokrotnie i choć wielokrotnie nimi żonglował zawsze puszczał oko…  „skoro jednak naiwni zdobyli już na świecie prawo obywatelstwa, pozostańmy przy tej nazwie, podkreślając tylko, że jest ona umowna (…).”[2]


Aleksander Jackowski w Galerii Oto ja w Płocku (2009)

Był postacią ważną dla Płocka. Wspierał płockich amatorów (czyli miłośników) twórczości INNEJ (to jego ulubione określenie), m.in.  w 1993 roku Zbigniewa Chlewińskiego przy wystawie „Przerażenie i ukojenie”, potem Beatę Jaszczak przy plenerach i konkursach „Oto ja” i akcji „Podwórko” (od połowy lat. 90 XX wieku). W styczniu 2007 roku brał udział w konferencji inicjującej działalność stowarzyszenia „Oto ja”. Był w stałym kontakcie ze Zbigniewem Chlewińskim i Andrzejem Kwasiborskim, którego kolekcjonerską pasję bardzo cenił i zachęcał do działalności wydawniczej. Kiedy mógł odpowiadał na zaproszenie do Płocka.

A wszystko zaczęło się od 1952 roku, czyli od przejęcia redakcji „Polskiej Sztuki Ludowej”, późniejszych „Kontekstów.” Potem powołał do życia Pracownie Badań Sztuki Nieprofesjonalnej Instytutu Sztuki PAN. W lipcu 1965 roku w warszawskiej „Zachęcie” zorganizował pierwszą, wielką wystawę sztuki – jak sam ją określił – „innej”[3], gdzie obok Zagajewskiego, Monsiela czy Nikifora pojawia się spora grupa twórców ludowych i naiwnych.

Skąd wiedział o art brut? Z pierwszej ręki. W 1970 roku odwiedził Jeana Dubuffeta przy rue de Sevres. Najsłynniejsza kolekcja art brut na świecie była wtedy jeszcze w Paryżu. Nie wiadomo ile Jackowski zabawił u słynnego artysty i kolekcjonera. W Kontekstach z 1982 roku napisał, że kilka miesięcy. Na konferencji[4] w Galerii Oto Ja w 2009 roku mówił o sześciu tygodniach. Niezależnie od spędzonego tam czasu twierdził, że poznał kolekcję i sam przyznał, że „nie ma w niej ani jednego dzieła należącego do kategorii naiwnej”.  Z tekstu jasno wynikało, że doskonale rozumiał różnicę. Ubolewał, że na większości ekspozycji „dzieła z kręgu Art Brut eksponowane są razem z naiwnymi”, a przecież „różnica między obu pojęciami (brut i naif – przyp. aut.) jest jednak zasadnicza, nawet w klimacie dzieł”[5] – napisał dodając, że „jedynym dowodem na istnienie „naiwnych” jesteśmy my sami, odbiorcy tej sztuki. To my decydujemy co jest naiwne a co dojrzałe. To my tworzymy szufladki.”[6]


Aleksander Jackowski i Zofia Bisiak
w Galerii Oto ja w Płocku (2009
)

W 1994 roku  zastanawiał się jeszcze, że „odpowiednikiem polskim byliby: pojedynczy, osobni, a więc autsajderzy. Jednak ze względu na już spopularyzowany tytuł Art Brut przyjmuję go dla oznaczenia tego obszaru zjawisk, które są odrębne w swym charakterze od sztuki naiwnej.”
Podobno nosił z zamiarem napisania książki o art brut. Nie zdążył.






[1] Aleksander Jackowski, wstęp do katalogu do wystawy III Ogólnopolskiego Konkursu Malarskiego  im. T. Ociepki w Bydgoszczy (2000 r.), Wojewódzki Ośrodek Kultury w Bydgoszczy oraz Bydgoskie Towarzystwo Twórców Ludowych i Nieprofesjonalnych.

[2] Aleksander Jackowski, Sztuka zwana naiwną, Wydawnictwo Krupski i S-ka, Warszawa 1995, s.  10
[3] Inni . Od Nikifora do Głowackiej – katalog wystawa zorganizowana przez Pracownię Badań Sztuki Nieprofesjonalnej Instytutu PAN Centralne Biuro Wystaw Artystycznych, Zachęta, Warszawa 1965
[4] „L’Art Brut. Est-il le même partout? / Czy wszędzie znaczy to samo?” – konferencja w Galerii Oto ja w Płocku, 15 - 16 maja 2009 roku z udziałem Aleksandra Jackowskiego i Alaina Bouillet.
[5] Aleksander Jackowski, Mit sztuki poza kulturą. Art Brut, w: Polska Sztuka Ludowa – Konteksty, Warszawa 1994 t. 48 z.3-4, s. 59 - 70
[6] Aleksander Jackowski, Sztuka naiwnych, w: Polska Sztuka Ludowa, XXXVI nr 1 – 4, Warszawa 1982, s. 13

środa, 14 września 2016

GENOWEFA MAGIERA WŚRÓD ZWIERZĄT

Ma 95 lat. Tworzy i maluje od kilku. Choć ukończyła zaledwie cztery klasy szkoły podstawowej, dziś interesują się nią muzea i kolekcjonerzy sztuki zarówno w Polsce, jak i za granicą. W piątek 16 września o godz. 18 Płocki Ośrodek Kultury i Sztuki otworzy w Domu Darmstadt wystawę Genowefy Magiery. 

Całe życie spędziła wśród ukochanych zwierząt i pięknej przyrody. Od najmłodszych lat musiała zajmować się domem i gospodarstwem; hodowała kury, kaczki, krowę. Uwielbiała podglądać dziką naturę. Z czasem rodzina pozbawiła ją praw do majątku. W wieku 88 lat zamieszkała w Domu Opieki Społecznej w Wielkiej Nieszawce. Tam zaczęła gromadzi tkaniny, drut, guziki, kamyki, patyki, słomki po napojach do tworzenia swoich rzeźb, kolaży i obrazów, na których najczęściej pojawią się zwierzęta. Jest uznawana za twórczynię z kręgu art brut (sztuka outsiderów). Jej obrazy są w kolekcjach we Francji, w Czechach i w Polsce. 


Genowefa Magiera

Jedną z najbogatszych posiada Andrzej Kwasiborski, płocczanin. Jeden z nielicznych kolekcjonerów na świecie, których nie tylko gromadzi prace, ale również silnie promuje twórców. Z wieloma twórcami - m.in. Erwinem Sówką czy Adamem Nidzgorskim - przyjaźni się od lat. Poza tym współpracuje m.in. z muzeum Fabuloserie (Francja), Muzeum Śląskim i Stowarzyszeniem Psychiatria i Sztuka. Od 2002 roku wydaje publikacje poświęcone autorom brut. Prace z jego kolekcji są prezentowane na wystawach w Polsce  i za granicą (Création Franche w Begles we Francji czy Muzeum Art et Marge w Brukseli). Wernisaż wystawy z kolekcji A. Kwasiborskiego – z udziałem G. Magiery - 16 września o godz. 18 w Domu Darmstadt, Stary Rynek 8 w Płocku. Wstęp wolny. Wystawa będzie czynna do 28 października.



Genowefa Magiera i Andrzej Kwasiborski, DPS w Wielkiej Nieszawce (2013)

Szparagus i obrazek ze świętym w pokoju Pani Genowefy

Na balkonie Panie Genowefy

Artykuł o Pani Genowefie na jej "ściennej" gazetce

Pokój Pani Genowefy to jednocześnie ogromna pracownia

przybory Pani Genowefy






fot. Andrzej Kwasiborski / Radosław Łabarzewski

sobota, 2 lipca 2016

SZARA STREFA - POLSCY TWÓRCY ART BRUT

Pod tą nazwą, 14 lipca, Państwowe Muzeum Etnograficzne w Warszawie otworzy wystawę, na której pokaże prace artbrutowców, rzecz bez precedensu. PME zapowiada, że znajdą się na niej prace Marii Wnęk i Edmunda Monsiela.  





Oto tekst otwierający wydarzenie:

"Art brut to szara strefa sztuki. Mimo że istnieje poza tym, co widoczne i oficjalne, znacząco wpływa na artystyczne kierunki, mody i tendencje, zaś artystów-akademików stymuluje do poszukiwań i przekraczania estetycznych barier. Wierzymy, że dzięki zgromadzonym na wystawie SZARA STREFA SZTUKI. Polscy twórcy art brut fascynującym dziełom z zakresu malarstwa, rysunku i rzeźby widz będzie mógł porzucić rutynę patrzenia i kulturowe nawyki konwencjonalnej percepcji, a tym samym odbyć podróż po nieznanych zakamarkach wyobraźni oraz mrocznych i tajemniczych ścieżkach emocji. Na wystawie zobaczymy prace 31 twórców art brut, tych najwybitniejszych, jak Maria Wnęk czy Edmund Monsiel, ale i tych mniej znanych, którzy warci są szerszej popularyzacji".

Zaintrygowały mnie słowa: "z
nacząco wpływa na artystyczne kierunki, mody i tendencje, zaś artystów-akademików stymuluje do poszukiwań i przekraczania estetycznych barier." To chyba nie w Polsce. Na słowo art ludzie nad Wisłą jeszcze jakoś reagują, słysząc brut - patrzą na swoje paznokcie. 

Trzeba jechać i zobaczyć. Tym bardziej, że Płock będzie na wystawie mocno reprezentowany. Będzie też polski desant z Marsyli, czyli Adam Nidzgorski zarówno w pracach jak i we własnej osobie :-)

czwartek, 23 czerwca 2016

HABITANTS-PAYSAGISTES W POLSCE! PIERWSZE ZNALEZIENIE!

Czułem, że istnieją w Polsce, choć zakładałem, że na takie bogactwo jak we Francji czy choćby w USA nie powinienem liczyć. Nie liczyłem też, że dwóch z nich mieszka kilkanaście kilometrów od mojego domu.

Habitants-paysagistes w Polsce!
Habitants-paysagistes* (z fr. -  „mieszkańcy swojego krajobrazu”) najbardziej - moim zdaniem - interesujący twórcy z okołoartbrutowego świata. Znani i podziwiani na świecie, mieszkają również w Polsce. Tutaj nie cieszą się dużą estymą, choć mają swoich fanów. Tydzień temu ekipa Fabuloserie wraz z Andrzejem Kwasiborskim eksplorowała polską krainę i zupełnym przypadkiem, z powodu objazdu znalazła to niezwykłe miejsce. Zatrzymali się i porozmawiali z twórcami… i odkryli tajemniczy ogród. Okazało się, że kilka kilometrów dalej, choć w mniejszej skali też możemy znaleźć podobne rzeczy. Dziś odwiedziliśmy obydwa miejsca. Wspaniałe odkrycie. Okoliczności całego zdarzenia opiszę wkrótce. Na razie się zachwycam. Zresztą zobaczcie zdjęcia.







*) Habitants-paysagistes czyli „mieszkańcy swego krajobrazu.” Termin stworzony przez Bernarda Lassusa W 1978 roku w w Musée d’Art moderne w Paryżu odbyła się pamiętna wystawa „Les singuliers de l’art” z podtytułem des inspires des Habitants-paysagistes. Była zorganizowana przez Suzanne Pagé (ówczesna kurator l’ARC2), we współpracy z Alainem Bourbonnais, Michelem Ragonem (pisarz, historyk, krytyk sztuki i architektury, przyjaciel rodziny Bourbonnais) i Michelem Thévozem (pisarz, historyk, filozof, do 2001 pierwszy kurator kolekcji lozańskiej). Integralną częścią tej wystawy były instalacje Bernarda Lassusa. Plastyk i architekt krajobrazu, w latach 60. i 70. prowadził badania na temat ogródków przyległych do domów jednorodzinnych. Badania te podsumował z swej książce „Les Jardins imaginaires”  w 1977 i przy tej okazji wprowadził nazwę „habitants-paysagistes”.